Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'dziecko'.
Wyświetlam 1 - 3 z 3 notek

Stado matek idealnych

  • Napisane 24 marca 2015 o 14:19

Gdzie nie spojrzę tam jakaś matka: ulica, kolejka w sklepie, reklama tv, serial, film, gazeta, ba! nawet w radio są. Wszystkie czyściusieńkie, wypicowane, odwalone, szpileczki, tyłeczek, tapeta, włosy jak z reklamy Garniera, no cud miód malina! A to Gówno prawda.  Tak się nie da na co dzień. Można czasem, można nawet często, ale nie wierzę, że dzieci tych matek nie plują, nie sikaja, nie rzygają i dwójki też nie robią. Że nie wyprowadzają czasem z równowagi, że czasem matka po prostu ma ochote tak osobie spitolić na Księżyc. Oczywiście po drrdze wróci się do albo po dziecko, ale jednak chwilami uciec się chce.

Dzieci marudzą. Niekiedy nie chcą spać, a matkę juz boli ręka od bujania, nogi też. Nawet chusta nie zawsze pomaga. Wtedy jest taka prawdziwa matka, w dresach, z niedomytym makijażem, gotująca sie w środku ze złości, bezsilności i frustracji. Matka jest też głodna, no bo jak zjeść? Nie da sie. Często nawet nie ma co zjeść. No chyba, że lubi suchą bułkę zagryzaną kiwi i popijaną mlekiem, bo tylko to w lodówce jest a wyjść na zakupy nie ma jak- bo dziecko nie wie czy chce spać, jeść, pić czy po prostu się tulić.

Nie wierzę w te idealne matki. Nie wierzę też, że istnieją idealne dzieci. Jak nie teraz to dowalą później, mają na to jeszcze dobre 40 lat, żeby dopiec matce.

Pozostaje tylko wziąć oddech, poprosić żołądek, żeby spróbował sam siebie trawić, odgarnąć skołtunione włosy i przeczekać. Uspokoić się i przestać pakować na ten Księżyc :) Jak sie dziecko uśmiechnie, to wszystko jest ok.

Dzisiejsze zalecenie lekarza- nie denerwować się  i nie stresować. Akurat,

11 miesięcy.

  • Napisane 16 marca 2015 o 10:42

Widziałam dzisiaj zdjęcia, na których widać do czego zdolne są dzieci. Mój Boże, Hanka, błagam- nie rośnij! Mogłaby być ciągle taka mało mobilna, w trybie spij-jedz-wydalaj ( ale tego trzeciego nie za dużo), choć już nie pamiętam kiedy ona taka była. Nie mam pojęcia, kiedy dokładnie zaczęła się przewracać na brzuszek, kiedy zaczęła siadać, wstawać, mówić „tata”- mama przez gardło jej nie przejdzie. Inne to robią albumy, pamiętniki piszą, listy do dzieci, a ja nawet nie pamiętam daty pierwszego ząbka- ale to na szczescie obwieściłam na fejsie, wiec wystarczy, że wyszukam :D

 

Za to poród pamiętam. Pamiętam każdy dzień w szpitalu, a byłam tam 9 dni bo dziecku się jakoś nie śpieszyło. Wolała sobie siedzieć i rosnąć żeby matke rozcieli, ale nie przewidziała, że postanowią dać jej szanse żeby wyszła sama- nie skorzystała a ja sie nacierpiałam, choć nie mam jej tego za złe. W końcu z tego szpitala wyszłyśmy, ale miło nie wpominam. To, że dziecko zmienia życie i wywraca je do góry nogami to to to tak, to fakt. Gdyby nie Hanka, nie byłoby wyprowadzki od rodziców; zmiany pracy po urlopie, bo do gastro to ja na razie nie mam zamiaru wracać; nie było by psa- choć on pewnie żałuję, bo trafiłby gdzieś kiedyś na normalną rodzinę.

 

Hance wczoraj stuknęło 11 miesięcy. 11 okropnie krótkich, szybkomijających miesięcy. Potrafi wiele ( tylko dlaczego nie powie mama?!), wiele i ja się od niej nauczyłam- np płakać jak czegoś nie dostane i słuchać disco polo.  Oraz jeść niesolone rzeczy. I przyjmować krytykę na klatę, po czym wcale się nią nie przejmować. Złote rady też są cudowne :D „Dziecko będzie się rzucać na słodycze” ” Dziecko liszaja od psa dostanie jak ją będzie tak lizać” „odbierasz jej dzieciństwo, dajżesz jej tego batona ugryźć” ” jak to pije rumianek/koper/wodę? daj jej normalnej herbaty albo wody z cukrem”.

 

Prawdą jest też fakt, że dzieciatym kobietom całkowicie zmienia się krąg znajomych. Znaczy pozostają te najsilniejsze osobniki, taka naturalna selekcja- te słabe, które brzydzą się kupek, śliny i pieluszek są natychmiastowo wyeliminowana jeszcze kiedy matka biega w ciąży. Nie wiem czemu- może to już ich wyobraźnia ogarnia obraz przyszłej matki z dziecięciem na reku? Za to pojawiają sie nowe koleżanki, często ( no ok, tylko) też z dziećmi :) Zwykle tematy rozmów dotyczą tylko dzieci, ale jest to do przeżycia, jeśli matka-koleżanka nie cierpi na pieluszkowe zapalenie mózgu. Na szczęście tylko takie znam. Chwała Wam!

 

Podziwiam też matki, które dla dziecka potrafią mieć sterylne mieszkanie. Nie wiem- może to u mnie jest winą psa, że zamiatanie nie przynosi efektów, może inne mają supermoce i po prostu czego nie dotkną to staje sie czyste. Ja to nawet czasem nie mam siły/chęci/możliwości bo dzieć płacze ” mamo mamo, nie sprzątaj, nie wygłupiaj sie” wiec poza psem to mam czasem tez takie biegające kotki.

 

A to dopiero 11 miesięcy…

6 kończyn do wychowania, czyli dziecko i pies- historia marzenia spełnionego.

  • Napisane 3 marca 2015 o 13:47

O tym, że dziecko lepiej wychowuje się i dorasta w towarzystwie psa, wiedzą wszyscy którzy kochają psy. Bo przeciwnicy w psie widzą raczej więcej problemów. Nie wiedzą co tracą.

O psie marzyłam od… no od zawsze. Od kiedy tylko w moim dziecięcym umyśle pojawił się wyimaginowany pies. Tak, miałam wyimaginowanych przyjaciół, ale o tym kiedy indziej. Na psa mama nigdy nie chciała się zgodzić, argumentując to mieszkaniem w bloku, pracą i moją szkołą. Ja jako dziecko grzeczne i posłuszne, wierzyłam w to, że pies w bloku to zły pomysł ( tylko, cholera skad tyle tych psów po osiedlu biega?!). Teraz, kiedy jestem dorosła  ( acz młoda! ;p ) wie, że mama mnie oszukiwała! Mieliśmy tam łąki piękne na osiedlu, mielibyśmy tez  i czas na psa bo mama pracowała po 8h a ja po szkole zawsze do domu, nie miałam dodatkowych zajec do wieczora. No ale ok, nie chciała, ja sie nie sprzeciwiałam, kochałam za to wszystkie cudze psy i sąsiadom wyprowadzałam na spacer.

Dowiedziałam się o ciązy, upatrzylismy sobie mieszkanie do wynajęcia i co? I tylko brakowało mi tego wymarzonego psa! NieMałż lubi psy, zawsze mieli jakieś, ale nie był zachwycony momentem decyzji o psie. No ale ciężarnej się nie odmawia, czyż nie? :) Przemyślałam ja tez wszystko, ewentualną organizacje tego wszystkiego kiedy juz wróce do pracy itp. Uznałam, że jesli bedzie co zrobić z dzieckiem ( czyt. jedzie do babci) to i psa gdzieś wcisnę. Szukamy wiec psa. Znaleziony, zaadoptowany. Teraz z Kluską dogadują się nieźle, choć nadal zalizał by ją po same migdałki. Ona za to jest zafascynowana ogonem i uszami, ale jeszcze są na miejscu. Były problemy przy początkach raczkowana, ale wezwaliśmy Behawiorystę. Pomogło! Teraz wierzę, że za kilka lat będą przezywać wspaniałe przygody, spać razem w łóżku i taplać się w błocie (no ok, pański pies nie bedzie bo on kałuży sie brzydzi). Psa czasem proszę, żeby żył min 50 lat- ma ktoś jakis lek na długowieczność kupy sierści?