Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'chustomama'.
Wyświetlam 1 notkę

Chustomama, czyli kobieta rodem z kosmosu

  • Napisane 5 marca 2015 o 09:20

Noszenie w chuście robi się, ku uciesze wielu, coraz bardziej popularne. Nadal jednak są dziwne spojrzenia, auta zwalniają a babcie się ogladają- jednak to babcie czesciej wypowiadaja sie pozytywnie, a mlode matki ze szpanerskim wózkiem mają w oczach ” o, na wózek jej nie stac i w przescieradle nosi”.  Nie będę się rozpisywać o tym, dlaczego to jest zdrowe i polecane, bo raz ze tego jest w Internetach pełno, a dwa, że ja nie jestem doradcą i moje informacje na temat anatomii dziecka noszonegeo są podstawowe, ale nadal ubogie. Jednak kiedyś tam widziałam chuste, spodobało mi się i wiedziałam, że jak kiedyś bedę mieć Małego Człowieka, to również bedę nosic.  Co wybrać, jak i dlaczego, można poczytać  tutaj http://www.przywiazanie.szkola.pl/o-noszeniu/co-jest-lepsze-chusta-czy-nosidlo/.

 

Pierwsze co, to zobaczyłam sobie jak taka chusta wygląda- ło matuchno, to jest niemal 5m szmatki. Pomyślałam sobie, że w zyciu tego moje dwie lewe rece bez zdolności manualnych nie ogarną tematu i zaczęłam się rozglądać za nosidłem. Czytałam, patrzyłam i bach- wybrane. No mało nie kupiłam szajsu, los jednak czuwał i jakoś odroczył ten zakup o jeden dzien- wystarczyło zebym się nawróciła. Dowiedziałam się, o ironia na forum o psach, że nosidła są dla dzieci siedzących i one tam poleciły mi jednak chustę. Poogladałam filmiki na YT, myślę sobie- to jednak nie takie trudne. Wybrałam chustę. Nową, o jednolitym kolorze, mimo, że na początek polecają używaną w paski ;) Przyszła. Rozpakowałam. No pikny kolorek, ciemny fiolecik. Gorzej jak to rozłożyłam- na całą długość pokoju materiał. Ani tego złożyć, ani się tym owijać sensownie- a na yt to jakies takie myk myk i już. Pierwsze próbu konczyły się płaczem, potem jakos poszło. Doradcy nie ma na naszym terenie ( jeszcze :) ) wiec musialam posiłkować się tym Internetem. Przód jak przód, ale Internetowe ludziki nie mogą potrzymac dziecka przy wrzucaniu na plecy. O to dopiero hardcore! Upociłam się, trzesłam jak świnia przed ubojem jak wrzucałam Hankę na plecy. Jednak- da sie! :)

Dzięki chuście czasem udało zrobić się z dzieckiem coś, czego bez niej byłoby trudne lub wręcz niemożliwe- wycieczka na kolorowe jeziorka ( i tak bilans: 3 wisiadła, 1 ergo, chusta tylko my ),  Park Miniatur, w miare spokojne ząbkowanie, spacer z psem kiedy ja sama na placu boju. Poza tym to takie cudowne jak dziecko płacze, jęczy, wrzeszczy- no drze sie w niebogłosy a wsadzone w chusta, a nawet czesto juz na sam widok chusty, uspokaja sie i zasypia w 2 minuty.

Nie jestem jakaś chustoświrką, nie mam stosu szmatek po 500zł. Mam dwie z czego jednej juz mało co uzywam, ale nadal jestem terrorystką zlego noszenia, az mnie skręca jak widzę źle noszone dziecko. I na chodziki. I na przegrzewanie. Jestem okropna.