Aktualnie przeglądasz kategorię Bez kategorii
Wyświetlam 1 - 7 z 7 notek

Koniec dnia świstaka.

  • Napisane 9 kwietnia 2015 o 10:59

Jeszcze troszkę. Jeszcze chwileczkę i się skończą. Dzien świstaka jeszcze trwa, ale niebawem pójdę do pracy. Koniec z leżeniem do 8 rano z Hanką. Bo do tej godziny zwykle udaje mi się ja przetrzymać. Czasem mniej, bo w końcu ileż można okładać matkę pilotem? A zabawy wywalone poza łóżko wiec to jedyna rozrywka.  No, jeszcze głaskanie psa, który wskoczył na łóżko i NAGLE dostał kompletnego niedowładu wszystkich kończyn, wiec wstać już nie może. Ok, niech zostanie, ale tylo w nogach ma lezec. O ile go tam przepcham, a oporny jest dziad.

 

Potem już z górki: II śniadanie Hanki, zabawa, drzemka, zabawa, kojec ( o, chwila dla matki na kawe!). Podnoszenie zabawek z podłogi do kojca, zabawa, bieganie po domu- Hanka niedawno odkryła ze umie chodzić, nawet już się nie zatrzymuje tylko leeeciiiiii i się cieszy.

Skończy się uciekanie przed dzieckiem- myślę, że teraz z tęsknoty będę żałować, że w ogóle musi spać w dzień. Z drugiej strony ciesze się- Hanka będzie pod dobrą opieką, bo u babci. Ja oderwę się od czterech ścian, odpoczne od dziecka- litości, nie mówcie, że są matki które nie są zmęczone i nie chcą uciec bo nie uwierzę!. Pójdę do ludzi. A czas- odbijemy sobie z Hanką. Baseny, wycieczki, spacery z psem :)

 

No i może nie będę musiała słuchać tyle Dico polo, bo póki co leci 3/4 czasu jak jestesmy w domu a Kluska nie śpi. Doszło do tego, że pod nosem nucę „Ruda tańczy jak szalona…” przez pół dnia.

Stado matek idealnych

  • Napisane 24 marca 2015 o 14:19

Gdzie nie spojrzę tam jakaś matka: ulica, kolejka w sklepie, reklama tv, serial, film, gazeta, ba! nawet w radio są. Wszystkie czyściusieńkie, wypicowane, odwalone, szpileczki, tyłeczek, tapeta, włosy jak z reklamy Garniera, no cud miód malina! A to Gówno prawda.  Tak się nie da na co dzień. Można czasem, można nawet często, ale nie wierzę, że dzieci tych matek nie plują, nie sikaja, nie rzygają i dwójki też nie robią. Że nie wyprowadzają czasem z równowagi, że czasem matka po prostu ma ochote tak osobie spitolić na Księżyc. Oczywiście po drrdze wróci się do albo po dziecko, ale jednak chwilami uciec się chce.

Dzieci marudzą. Niekiedy nie chcą spać, a matkę juz boli ręka od bujania, nogi też. Nawet chusta nie zawsze pomaga. Wtedy jest taka prawdziwa matka, w dresach, z niedomytym makijażem, gotująca sie w środku ze złości, bezsilności i frustracji. Matka jest też głodna, no bo jak zjeść? Nie da sie. Często nawet nie ma co zjeść. No chyba, że lubi suchą bułkę zagryzaną kiwi i popijaną mlekiem, bo tylko to w lodówce jest a wyjść na zakupy nie ma jak- bo dziecko nie wie czy chce spać, jeść, pić czy po prostu się tulić.

Nie wierzę w te idealne matki. Nie wierzę też, że istnieją idealne dzieci. Jak nie teraz to dowalą później, mają na to jeszcze dobre 40 lat, żeby dopiec matce.

Pozostaje tylko wziąć oddech, poprosić żołądek, żeby spróbował sam siebie trawić, odgarnąć skołtunione włosy i przeczekać. Uspokoić się i przestać pakować na ten Księżyc :) Jak sie dziecko uśmiechnie, to wszystko jest ok.

Dzisiejsze zalecenie lekarza- nie denerwować się  i nie stresować. Akurat,

11 miesięcy.

  • Napisane 16 marca 2015 o 10:42

Widziałam dzisiaj zdjęcia, na których widać do czego zdolne są dzieci. Mój Boże, Hanka, błagam- nie rośnij! Mogłaby być ciągle taka mało mobilna, w trybie spij-jedz-wydalaj ( ale tego trzeciego nie za dużo), choć już nie pamiętam kiedy ona taka była. Nie mam pojęcia, kiedy dokładnie zaczęła się przewracać na brzuszek, kiedy zaczęła siadać, wstawać, mówić „tata”- mama przez gardło jej nie przejdzie. Inne to robią albumy, pamiętniki piszą, listy do dzieci, a ja nawet nie pamiętam daty pierwszego ząbka- ale to na szczescie obwieściłam na fejsie, wiec wystarczy, że wyszukam :D

 

Za to poród pamiętam. Pamiętam każdy dzień w szpitalu, a byłam tam 9 dni bo dziecku się jakoś nie śpieszyło. Wolała sobie siedzieć i rosnąć żeby matke rozcieli, ale nie przewidziała, że postanowią dać jej szanse żeby wyszła sama- nie skorzystała a ja sie nacierpiałam, choć nie mam jej tego za złe. W końcu z tego szpitala wyszłyśmy, ale miło nie wpominam. To, że dziecko zmienia życie i wywraca je do góry nogami to to to tak, to fakt. Gdyby nie Hanka, nie byłoby wyprowadzki od rodziców; zmiany pracy po urlopie, bo do gastro to ja na razie nie mam zamiaru wracać; nie było by psa- choć on pewnie żałuję, bo trafiłby gdzieś kiedyś na normalną rodzinę.

 

Hance wczoraj stuknęło 11 miesięcy. 11 okropnie krótkich, szybkomijających miesięcy. Potrafi wiele ( tylko dlaczego nie powie mama?!), wiele i ja się od niej nauczyłam- np płakać jak czegoś nie dostane i słuchać disco polo.  Oraz jeść niesolone rzeczy. I przyjmować krytykę na klatę, po czym wcale się nią nie przejmować. Złote rady też są cudowne :D „Dziecko będzie się rzucać na słodycze” ” Dziecko liszaja od psa dostanie jak ją będzie tak lizać” „odbierasz jej dzieciństwo, dajżesz jej tego batona ugryźć” ” jak to pije rumianek/koper/wodę? daj jej normalnej herbaty albo wody z cukrem”.

 

Prawdą jest też fakt, że dzieciatym kobietom całkowicie zmienia się krąg znajomych. Znaczy pozostają te najsilniejsze osobniki, taka naturalna selekcja- te słabe, które brzydzą się kupek, śliny i pieluszek są natychmiastowo wyeliminowana jeszcze kiedy matka biega w ciąży. Nie wiem czemu- może to już ich wyobraźnia ogarnia obraz przyszłej matki z dziecięciem na reku? Za to pojawiają sie nowe koleżanki, często ( no ok, tylko) też z dziećmi :) Zwykle tematy rozmów dotyczą tylko dzieci, ale jest to do przeżycia, jeśli matka-koleżanka nie cierpi na pieluszkowe zapalenie mózgu. Na szczęście tylko takie znam. Chwała Wam!

 

Podziwiam też matki, które dla dziecka potrafią mieć sterylne mieszkanie. Nie wiem- może to u mnie jest winą psa, że zamiatanie nie przynosi efektów, może inne mają supermoce i po prostu czego nie dotkną to staje sie czyste. Ja to nawet czasem nie mam siły/chęci/możliwości bo dzieć płacze ” mamo mamo, nie sprzątaj, nie wygłupiaj sie” wiec poza psem to mam czasem tez takie biegające kotki.

 

A to dopiero 11 miesięcy…

Przepis na księcia…

  • Napisane 9 marca 2015 o 11:18

…psiego księcia.

 

Kundello żył kilka dni na ulicy. Zabrał go pewien pan ale nie znalazł mu domu a sam zatrzymać nie mógł, wiec dał do schroniska. Tam futro siedziało 3 dni.  Nie wiem, chyba za krótko, bo nie poznał życia. Ani troche. Ni troszeńkę! Ten dziad nawet bez kocyka nie zaśnie. Leży w legowisku z narzutą obok, oczy jakbym go biła cały dzień ” no weź Człowiek, nakryj dupkę” i to piszczenie. Czasem jestem twarda i nie nakrywam, ale w koncu chciałabym iść spać wiec wstaje i zarzucam na tego psa tę narzutę, dla świętego spokoju ( i to pokazuje, jak pies sobie mnie wychował, ale to nic  :twisted: ).

 

Rano oczywiście ładuje się pod kołdrę do nas. Przeliże Hankę po migdałkach i pakuje się w nogi. Albo w szyje- zależy czy ma jakiś przypływ człowieczej miłości. Wcale nie wbija swoich cieniutkich łokci ( psy mają łokcie?) w moje cielsko, nic a nic mnie nie boli, jego uszy nie wchodzą mi w zęby. A jak spróbuje coś wzdychnąć to zaraz trzepocze uszami( boli pańcie) bo go posmyralam powietrzem :roll:

 

Zwykle odpuszczam i wstaje z łóżka. Pies nie. On pan i władca musi dospać, bo kto to widział isc na siku o nieludzkiej godzinie- 6:00. Najwiekszy cyrk zaczyna się, kiedy chce pościelić łóżko. Pies nagle dostaje paraliżu ” Oj oj Pani, patrz, mam dupke z ołowiu! nie moge wstac, ah ta grawitacja ojoj!!”. No ale w końcu udaje mi się go wygonić, tj. zepchnąć.

 

Dla gości za to, powinna wisieć tabliczka „To Ty jesteś gościem, a mój pies u siebie”- wiec należy się spodziewać, że jeśli usiądziesz na kanapie to pies znajdzie sie obok. Ksiądz po kolędzie się o tym przekonał- wyszedł z dogłębnie wylizanym uchem. Nie należy też siadac z nogą na nogę. Stali goście już to wiedzą, i nie dostają zawału i nie odskakują jak poparzeni, kiedy pies podchodzi do uw nogi, tudzież stopy, i sam podnosi swoja ( wiecie jak psi sikają, cnie? ), co by go posmyrac po udku  :lol: No jak go nie kochać?

 

Wesoło z nim jest, czasem bywa męczący, ale ZAWSZE przytuli jak ktoryś Człowiek się źle czuje. Nie wiem tylko, czy robi to dlatego, że chce pocieszyć , czy po prostu jakieś ciepłe ciało lezy na jego miejscu i zwyczajnie nie ma sie gdzie indziej położyć.

Chustomama, czyli kobieta rodem z kosmosu

  • Napisane 5 marca 2015 o 09:20

Noszenie w chuście robi się, ku uciesze wielu, coraz bardziej popularne. Nadal jednak są dziwne spojrzenia, auta zwalniają a babcie się ogladają- jednak to babcie czesciej wypowiadaja sie pozytywnie, a mlode matki ze szpanerskim wózkiem mają w oczach ” o, na wózek jej nie stac i w przescieradle nosi”.  Nie będę się rozpisywać o tym, dlaczego to jest zdrowe i polecane, bo raz ze tego jest w Internetach pełno, a dwa, że ja nie jestem doradcą i moje informacje na temat anatomii dziecka noszonegeo są podstawowe, ale nadal ubogie. Jednak kiedyś tam widziałam chuste, spodobało mi się i wiedziałam, że jak kiedyś bedę mieć Małego Człowieka, to również bedę nosic.  Co wybrać, jak i dlaczego, można poczytać  tutaj http://www.przywiazanie.szkola.pl/o-noszeniu/co-jest-lepsze-chusta-czy-nosidlo/.

 

Pierwsze co, to zobaczyłam sobie jak taka chusta wygląda- ło matuchno, to jest niemal 5m szmatki. Pomyślałam sobie, że w zyciu tego moje dwie lewe rece bez zdolności manualnych nie ogarną tematu i zaczęłam się rozglądać za nosidłem. Czytałam, patrzyłam i bach- wybrane. No mało nie kupiłam szajsu, los jednak czuwał i jakoś odroczył ten zakup o jeden dzien- wystarczyło zebym się nawróciła. Dowiedziałam się, o ironia na forum o psach, że nosidła są dla dzieci siedzących i one tam poleciły mi jednak chustę. Poogladałam filmiki na YT, myślę sobie- to jednak nie takie trudne. Wybrałam chustę. Nową, o jednolitym kolorze, mimo, że na początek polecają używaną w paski ;) Przyszła. Rozpakowałam. No pikny kolorek, ciemny fiolecik. Gorzej jak to rozłożyłam- na całą długość pokoju materiał. Ani tego złożyć, ani się tym owijać sensownie- a na yt to jakies takie myk myk i już. Pierwsze próbu konczyły się płaczem, potem jakos poszło. Doradcy nie ma na naszym terenie ( jeszcze :) ) wiec musialam posiłkować się tym Internetem. Przód jak przód, ale Internetowe ludziki nie mogą potrzymac dziecka przy wrzucaniu na plecy. O to dopiero hardcore! Upociłam się, trzesłam jak świnia przed ubojem jak wrzucałam Hankę na plecy. Jednak- da sie! :)

Dzięki chuście czasem udało zrobić się z dzieckiem coś, czego bez niej byłoby trudne lub wręcz niemożliwe- wycieczka na kolorowe jeziorka ( i tak bilans: 3 wisiadła, 1 ergo, chusta tylko my ),  Park Miniatur, w miare spokojne ząbkowanie, spacer z psem kiedy ja sama na placu boju. Poza tym to takie cudowne jak dziecko płacze, jęczy, wrzeszczy- no drze sie w niebogłosy a wsadzone w chusta, a nawet czesto juz na sam widok chusty, uspokaja sie i zasypia w 2 minuty.

Nie jestem jakaś chustoświrką, nie mam stosu szmatek po 500zł. Mam dwie z czego jednej juz mało co uzywam, ale nadal jestem terrorystką zlego noszenia, az mnie skręca jak widzę źle noszone dziecko. I na chodziki. I na przegrzewanie. Jestem okropna.

6 kończyn do wychowania, czyli dziecko i pies- historia marzenia spełnionego.

  • Napisane 3 marca 2015 o 13:47

O tym, że dziecko lepiej wychowuje się i dorasta w towarzystwie psa, wiedzą wszyscy którzy kochają psy. Bo przeciwnicy w psie widzą raczej więcej problemów. Nie wiedzą co tracą.

O psie marzyłam od… no od zawsze. Od kiedy tylko w moim dziecięcym umyśle pojawił się wyimaginowany pies. Tak, miałam wyimaginowanych przyjaciół, ale o tym kiedy indziej. Na psa mama nigdy nie chciała się zgodzić, argumentując to mieszkaniem w bloku, pracą i moją szkołą. Ja jako dziecko grzeczne i posłuszne, wierzyłam w to, że pies w bloku to zły pomysł ( tylko, cholera skad tyle tych psów po osiedlu biega?!). Teraz, kiedy jestem dorosła  ( acz młoda! ;p ) wie, że mama mnie oszukiwała! Mieliśmy tam łąki piękne na osiedlu, mielibyśmy tez  i czas na psa bo mama pracowała po 8h a ja po szkole zawsze do domu, nie miałam dodatkowych zajec do wieczora. No ale ok, nie chciała, ja sie nie sprzeciwiałam, kochałam za to wszystkie cudze psy i sąsiadom wyprowadzałam na spacer.

Dowiedziałam się o ciązy, upatrzylismy sobie mieszkanie do wynajęcia i co? I tylko brakowało mi tego wymarzonego psa! NieMałż lubi psy, zawsze mieli jakieś, ale nie był zachwycony momentem decyzji o psie. No ale ciężarnej się nie odmawia, czyż nie? :) Przemyślałam ja tez wszystko, ewentualną organizacje tego wszystkiego kiedy juz wróce do pracy itp. Uznałam, że jesli bedzie co zrobić z dzieckiem ( czyt. jedzie do babci) to i psa gdzieś wcisnę. Szukamy wiec psa. Znaleziony, zaadoptowany. Teraz z Kluską dogadują się nieźle, choć nadal zalizał by ją po same migdałki. Ona za to jest zafascynowana ogonem i uszami, ale jeszcze są na miejscu. Były problemy przy początkach raczkowana, ale wezwaliśmy Behawiorystę. Pomogło! Teraz wierzę, że za kilka lat będą przezywać wspaniałe przygody, spać razem w łóżku i taplać się w błocie (no ok, pański pies nie bedzie bo on kałuży sie brzydzi). Psa czasem proszę, żeby żył min 50 lat- ma ktoś jakis lek na długowieczność kupy sierści?

Jesteśmy i my!

  • Napisane 3 marca 2015 o 10:10

Ja tam nie wiem, ale mi kazano tu być. Znaczy delikatnie podrasowano moją samoocenę i naiwna ja uwierzyłam, że umiem pisać  :lol:

Składamy sie z mamy, taty, dziecka i psa. Pies to pełnoprawny członek rodziny wiec bedzie tu wiele i o nim. Dziecie ma miesięcy 11, rośnie jak na drożdzach i codziennie zaskakuje mnie nowymi umiejętnościami. Najcześciej są to coraz bardziej precyzyjne i mocne uderzenia pilotem w mame/tate ( czesciej mame bo tata ucieka do pracy, cwaniak). Pies nie obrywa bo Kluska może mu tylko zrobić 3 razy cacy-cacy. Tylko 3, bo za kolejnym klepnieciem w psi zad zajczesciej piąstka się zaciska łapiąc zwierza za skóre i sierść :D Obrywa za to pluszakami i grzechotkami, ale dzielnie stoi i przyjmuje wsio na klate.

Ja, mama. Noszę w chuscie, zdrowo odzywiam dziecko, bo siebie to juz niekoniecznie- a powinnam ( ku niezadowoleniu niektorych, bo zabieram Klusce dziecinstwo), pragnę wrócić do pracy, dziczeje w domu. O sobie nie lubię, nooo :)